Followers

Saturday, December 20, 2014

Outfit #84 - Madness


Urok mroku, ciężkość glanów, lekkość oversize'u.

 Codzienna prostota.
Jakiś rodzaj szaleństwa...

Charm of darkness, heaviness of shoes, lightness of an oversize.

Casual. Everyday.

Some kind of madness...









Blouse: Queen of Darkness || Leggings: Orsay || Shoes: Digger || Ring-cross: no name || Rings: H&M || Wristwatch: Elixa || Nails: Golden Rose || Earrings: no name

Wednesday, December 17, 2014

LBA - nomination from CyanHeart



Znowu dostałam nominację do LBA - Liebster Blog Award. Jest to zabawa, która trwa od lat wśród blogerów. Zasady są proste: nominowany bloger odpowiada na jedenaście postawionych mu pytań. Następnie nominuje jedenastu kolejnych blogerów i... zadaje im jedenaście pytań. I w tym miejscu następuje sprzężenie zwrotne ;)

Tym razem za nominację dziękuję Cyan Heart <3 Ponieważ w LBA brałam udział już kilka razy, dziś ograniczę się tylko do odpowiedzi na pytania. Miłej lektury!




1. Czy piszesz lub pisałaś pamiętnik?
Poniekąd... Kiedyś, dawno temu, miałam ukochany notes, w którym zapisywałam wydarzenia. Była to więc forma pamiętnika, ale prowadzona bardzo nieregularnie, gdy chciałam zanotować coś, co wydawało mi się tak niesamowite, że aż nierealne. Ale to było dawno - teraz mnie to nie bawi.

2. Jakie filmy lubisz oglądać?
Dobre! Ciężko powiedzieć jednoznacznie, bo jeśli film mnie wciągnie, to gatunek się nie liczy. W ciemno natomiast siadam do wszelkich mrocznych thrillerów psychologicznych, horrorów akcji z seksowną laską w roli głównej, komedii romantycznych, o których krążą recenzje ze słowem "ciepła" (nienawidzę chamskiego i prostackiego humoru), skandynawskich kryminałów, filmów o wampirach (takie hobby) - gdy widzę te "gatunki", zwykle się nie zawodzę. Ale oglądam wszystko. 

3. Czy skoczyłabyś na bungee?
Gdyby nie rozwalony kręgosłup, to już dawno bym to miała za sobą! Bungee, skok ze spadochronem, lot na paralotni; słowem: jara mnie wszystko co uchodzi za ekstremalne. Chwilowo napalam się na narty dla wózkersów oraz nurkowanie - może rzeczy jeszcze nie aż tak szalone, jak mi się marzą, ale będące pierwszym krokiem ku przygodzie.

4. Czy lubisz mówić o sobie?
Niestety tak. Ale muszę mieć o czym mówić: odpowiadać na pytanie lub dzielić się wiedzą. Gdy mam gadać dla samego gadania - wolę milczeć.

5. Łatwo nawiązujesz kontakty?
I tak, i nie. Mój stosunek do ludzi jest... specyficzny. Ja się śmieję, że mam troszeczkę socjopatyczną naturę, a znajomi nazywają mnie ekstrawertykiem. Mam skrajną osobowość i to także wyraża się w nawiązywaniu kontaktów: nie mam problemu by z kimś obcym pogadać czy kogoś zaczepić, dobrze czuję się w tłumie i łatwo mi przychodzi znalezienie z kimś wspólnego języka. Ale tak naprawdę to są umiejętności nabyte - w głębi duszy jestem pieruńsko nieśmiała. To skomplikowane!

6. Co jest dla Ciebie najtrudniejsze?
Mam taki problem... Chodzić nie potrafię :P

7. Masz psa, kota lub coś w tym stylu??
Mam kota, na spółę z sąsiadem. Wcześniej miałam psa, niestety, rak go zabrał. Byłam bardzo do niego przywiązana, dlatego na razie zadowala mnie kot przybłęda, który jest kochany, ale mimo wszystko - chodzi własnymi ścieżkami.

8. Masz książkę, którą czytałaś co najmniej dziesięć razy?
Nie kojarzę... Jako dziecko czytałam "Harrego Pottera..." wielokrotnie, ale chyba nigdy nie dobiłam do dyszki. Wyznaję zasadę - tyle książek, tak mało czasu! Jeśli do jakiejś wracam, to do ulubionych fragmentów.

9. Jakie jest Twoje lekarstwo na chandrę?
Nie znam takiego. Ale jak poznasz - podziel się informacją, przydałoby się!

10. Co zabrałabyś na bezludną wyspę? (trzy najważniejsze rzeczy)
Laptop. Do pisania, pracowania, czytania itd.
Kogoś do przytulania i marudzenia (w tym momencie uprzedmiotawiam człowieka, więc uznajmy, że zabieram trupa, o!).
Duuuży zapas niezdrowego słonego żarcia, o! Skoro nikt by mnie nie oglądał, to bym jadła i tyła, hue hue.

11. Czy nosisz zegarek?
Od niedawna - tak. Odkąd z okazji obrony dostałam swój wymarzony model Elixy, nie rozstaję się z nim. Ale zegarek traktuję jako formę biżuterii, czas odruchowo i tak sprawdzam na telefonie.


Monday, December 15, 2014

Outfit #83 - The Funeral of Hearts




Czerń z domieszką bieli - dwa kolory, których połączenie kocham bezgranicznie; skoro śnieg nie chce przyjść, to niech barwa jego na ubraniach gości.

Futrzana czapa i legginsy z siateczką - by powaga nie zdominowała tego przedświątecznego okresu, a zestaw grał kontrastami.

Peleryna i ciężkie buty - bo lubię włóczyć się we mgle i myśleć, że jestem tajemniczą dekadentką (może pisarką i kochanką Baudelaire'a?) przemierzającą XIX-wieczny świat.

I odrobina biżuterii - bo jak to tak, bez niej? 

Zdjęcia autorstwa genialnej Perfectamente Photography.










(prawie że backstage)

Leggings: no name || Sweather: H&M || Cape: F&F || Shoes: Deichmann|| Cap: New Yorker || Ring: no name || Scarf: no name

Tuesday, December 9, 2014

Review #22 - Garter from Factory of Nightmares

Życie pracoholika: człowiek ciągle coś robi, a i tak sterta zaległości rośnie. Szczególnie zimą, gdy jedyne o czym się myśli to głębokie zakopanie w łóżeczku. Przynajmniej tak na mnie działają ponure dni.

Ale! Dzisiaj... wyszło słońce. A ja w ciągu kilku godzin nadrobiłam to, z czym męczyłam się od tygodnia. Meteopatia to czyste zło. I skoro już o 11. znalazłam chwilę by wylądować tutaj i dla Was coś napisać... pomyślałam, że dawno nie było żadnej opinii o produkcie. Okazja do pisania podwójna: po długiej nieobecności na rynku, Dream Catchers powraca pod nową nazwą - Factory of Nightmares. A skoro w mojej szufladzie leży jeszcze jedna nieopisana podwiązka... Pora wziąć się do roboty! Tak, dobrze widzicie: zdjęcia robiłam w wakacje. Ale tekst - świeżutki i pachnący!


Panie i Panowie, wampiry i wilkołaki, ludzie i ludziska, dziś zaprezentuję Wam w zbliżeniu mój ukochany drobiazg - skórzane, ręcznie robione cudo z O-ringami! 

Załóż to cudo... na udo!

Podwiązka wykonana jest z miłej w dotyku ekoskórki. Jak widać na zdjęciach - wykonanie jest staranne. W maksymalnym zbliżeniu widać jeden drobiazg, do którego można by się przyczepić: tam gdzie skóra została podwinięta i umocowana, brzegi materiału nie zostały w żaden sposób podwinięte/podcięte. Nie wiem jednak jak wprawne trzeba mieć oko, by dostrzec to na nodze - ja ten malutki mankament zauważyłam dopiero na zdjęciach. 

Metalowe elementy są solidne - mam tę podwiązkę od dłuższego czasu i nie zauważyłam, by noszenie czy leżenie w szufladzie jej w jakimś stopniu zaszkodziło. Z uwagi na rozmiar O-ringów podwiązka jest dość ciężka, ale nie na tyle, by wywoływało uczucie dyskomfortu. Po prostu - czuć, że ma się coś na nodze.

 

Z tyłu podwiązki mamy gumę, dzięki której dobrze trzyma się w wybranym miejscu. Guma jest wystarczająco elastyczna. Po wielokrotnym zakładaniu nie zauważyłam by się rozciągnęła.

  

Żabka do pończochy wykonana została z przezroczystego tworzywa. Stosunkowo łatwo się jej używa, może sprawiać problemy tylko przy grubych zakolanówkach. Przyczepiona do materiału - praktycznie staje się niewidzialna. Dla mnie stanowi trochę problem z uwagi na fakt, że tę podwiązkę najczęściej noszę jako element ozdobny. Wtedy żabka brzydko dynda... ale zawsze można się wycwanić i ukryć ją pod sukienką. Jest to jakieś rozwiązanie.

 

Factory of Nightmares to ręcznie robione produkty alternatywne - znajdziecie tam uprzęże, podwiązki, opaski i inne cuda. Sama posiadam dwie podwiązki - gumową opisywałam TUTAJ, skórzaną właśnie podziwiacie - i z obu jestem naprawdę zadowolona. Jeśli lubisz takie oryginalne dodatki - nie wahaj się, bo moim zdaniem - warto. 



Dziękuję Factory of Nightmares za przekazanie produktu do oceny! <3

Monday, December 1, 2014

Outfit #82 - The Path




Nocna sesja chodziła za mną od pewnego czasu. Z dwóch powodów. Po pierwsze: chciałam spróbować czegoś nowego. Ot tak, po prostu. Drugi powód był bardziej praktyczny: dni stały się strasznie krótkie, a ja czas na zdjęcia mam głównie popołudniami. 

Okazja nadarzyła się dość szybko. Zostałam zaproszona na spotkanie autorskie do V LO w Poznaniu (słów kilka o nim na Rozkoszach Umysłu). Pociąg miałam kilka godzin wcześniej, a że wolną chwilę znalazła dla mnie Perfectamente Photography... postanowiłyśmy zadziałać! Efekty pierwszej współpracy z tą zdolną dziewczyną mogliście podziwiać w tym poście.

Ponoć te zdjęcia mają świąteczny klimat... Ja tu widzę jednak dorosłą wersję Czerwonego Kapturka. Kto grał w The Path, wie, że prawdziwy Kapturek ma mroczne serduszko... I lubi samotne spacery po zmroku. Po lesie. Po cmentarzach. Oj, lubi.

 

Kocham peleryny (o czym pewnie mówiłam nie raz). To bordowe cudo upolowałam kilka lat temu w Camaieu za... złotówkę. Nie, nie dali aż takiej obniżki, aż takiego szczęścia do wyprzedaży nie mam. To była tylko szalona promocja, w której drugą kupioną rzecz można było mieć za tę niewielką kwotę. Tak czy siak - polowanie mi się udało.

Na zdjęciach noszę ją do ulubionych kozaków i czarnych rajstop. Gdzieniegdzie widać fragment bluzki z czarnej koronki. Spódniczka mini sprytnie się ukryła, zgodnie z zasadą, że to czego nie widać najlepiej pobudza fantazję. Trochę szkoda, bo ma piękny bordowy połysk - ale jeszcze będzie okazja by ją Wam zaprezentować! Wiosną, zapewne.


Na dworze znów mróz i złooo, więc bez typowych zimowych dodatków się nie ruszam. Rękawiczki mam w szafie od dawna i są idealną odpowiedzią na wszystkie pytania: jak ci nie marną zimą ręce w samej pelerynie? Ano, nie marzną. Długie rękawiczki grzeją. Jedyny zarzut jaki do nich mam, to że mogłyby sięgać za łokcie. Ale i takie w końcu upoluję! Czapka natomiast to jeden z moich włóczkowych tworów, które noszę z dumą. Tak, tak, wampiry też czasem lubią posiedzieć z drutami. Ten ścieg ryż się nazywa. Ostatnio z braku czasu musiałam zdecydować, że jednak nauka jest ważniejsza (choć to chyba nauka zdecydowała za mnie), że pisarstwo jest ważniejsze (to była moja własna decyzja), że praca ma znaczenie (bo z czegoś żyć trzeba) i że facetowi oraz przyjaciołom też czas się należy... ale kto wie - może w ferie w tym roku też coś stworzę? Póki co - z dumą noszę to cudo. Niczym Ville Valo - tak, tak, ten fason dożywotnio będzie mi się kojarzył z mrocznym księciem i nic nie poradzę.

Jak już o nauce mowa to nie pozostaje mi nic innego... jak do niej wrócić. Trzy zaliczenia w najbliższy weekend to zło ewidentne. Gorsze nawet od tej pogody. Trzymajcie kciuki! I miłego fotek oglądania :)

PS: Kto zgadnie, które zdjęcie inspirowane zostało Tap Szpadlem? Tak, tak, oglądałam nałogowo. I kibicowałam Marcie. Z taką oryginalną urodą i pewnością siebie na pewno zrobi karierę!










Coat - Camaieu
Shoes - Deichmann
gloves, scarf - no name
Cap - DIY

Wednesday, November 26, 2014

Queen of Darkness - oh my, I am Ambassador!



Jakiś czas temu dostałam... propozycję nie do odrzucenia! Do tej pory współpracowałam z różnymi firmami, na różne sposoby. Zwykle to były krótkie współprace, opierające się na szczerych recenzjach. Tym razem jednak spotkało mnie... coś większego.

Otrzymałam propozycję zostania Ambasadorką gotyckiego sklepu Queen of Darkness! Radość - niewyobrażalna. Podpisałam już umowę, czekam na pierwszą paczkę (zgadniecie które cudeńka spośród zdjęć tutaj udostępnionych sobie wybrałam? oczywiście nie ma tu wszystkich), piszę artykuły, przygotowuję się do szalonej przygody...



Oczywiście spodziewajcie się recenzji produktów. Stylizacji z nimi. Ale także artykułów, relacji z festiwali, opowieści o modzie. Pierwszy artykuł mojego autorstwa już się ukazał na blogu Queen of Darkness. Był to skok na głęboką wodę - pierwszy raz musiałam napisać coś profesjonalnego po angielsku. Zapraszam do lektury i mam nadzieję, że się spodoba!

Trzymajcie kciuki, by wszystko ułożyło się tak dobrze jak się zanosi! I, oczywiście, zapraszam na stronę sklepu. I na ich blog. Do lektury mojego artykułu o stylu corpo-goth oraz notki na mój temat.

A na koniec: wiedzcie, że nie jestem jedyną ambasadorką. Zaszczyt kopnął w sumie pięć dziewczyn - wśród nich jest jedna z moich ulubionych blogerek. Na ich blogi (BonesAndLiliesBlood is the new blackDesperateHellToxic Tears)- także Was zapraszam! To będzie szalony rok :)