Followers

Wednesday, November 26, 2014

Queen of Darkness - oh my, I am Ambassador!



Jakiś czas temu dostałam... propozycję nie do odrzucenia! Do tej pory współpracowałam z różnymi firmami, na różne sposoby. Zwykle to były krótkie współprace, opierające się na szczerych recenzjach. Tym razem jednak spotkało mnie... coś większego.

Otrzymałam propozycję zostania Ambasadorką gotyckiego sklepu Queen of Darkness! Radość - niewyobrażalna. Podpisałam już umowę, czekam na pierwszą paczkę (zgadniecie które cudeńka spośród zdjęć tutaj udostępnionych sobie wybrałam? oczywiście nie ma tu wszystkich), piszę artykuły, przygotowuję się do szalonej przygody...



Oczywiście spodziewajcie się recenzji produktów. Stylizacji z nimi. Ale także artykułów, relacji z festiwali, opowieści o modzie. Pierwszy artykuł mojego autorstwa już się ukazał na blogu Queen of Darkness. Był to skok na głęboką wodę - pierwszy raz musiałam napisać coś profesjonalnego po angielsku. Zapraszam do lektury i mam nadzieję, że się spodoba!

Trzymajcie kciuki, by wszystko ułożyło się tak dobrze jak się zanosi! I, oczywiście, zapraszam na stronę sklepu. I na ich blog. Do lektury mojego artykułu o stylu corpo-goth oraz notki na mój temat.

A na koniec: wiedzcie, że nie jestem jedyną ambasadorką. Zaszczyt kopnął w sumie pięć dziewczyn - wśród nich jest jedna z moich ulubionych blogerek. Na ich blogi (BonesAndLiliesBlood is the new blackDesperateHellToxic Tears)- także Was zapraszam! To będzie szalony rok :)





 



Sunday, November 23, 2014

Outfit #81 - Raise the devil




Nie jestem osobą cierpliwą. Umiem czekać, gdy trzeba, ale to co się dzieje wtedy w mojej głowie przypomina wielkie tornado: tysiące gnających myśli, pragnień. Ciekawość uzupełniam nerwowym przebieraniem nogami; niepewność - drżeniem rąk. 

I choć oczekiwanie na efekty sesji zdjęciowej nie jest czymś wartym ogromu emocji - przecież wiedziałam, że i tak się doczekam - to ciekawość mnie zżerała. Teraz, gdy mam już je na komputerze - znowu wariuję, bo przecież notkę trzeba napisać - a ja już chciałabym się z Wami podzielić efektami!

Moi Drodzy Czytelnicy, dziś efekty współpracy z kolejną młodą zdolną artystką, Weroniką Szczepańską. Jak bardzo zdolną - popatrzcie poniżej (i powyżej). Zdjęcia robiłyśmy ponad miesiąc temu, ale sama patrząc na efekty zbieram szczękę z ziemi i stwierdzam, że było warto. I chcę więcej. I w ogóle jedno wielkie łał! (Tak, wiem, nie powinnam się zachwycać zdjęciami na których jestem - skromność czy jakoś tak to się zwie; ale nic nie poradzę, że lubię siebie ;)). 

Weroniko - dziękuję! 

Właściwie mogłabym na tym poprzestać i wrócić do samozachwytu (spokojnie, za godzinę mi przejdzie). Jednak chochlik w głowie przypomina, że to blog ciuuuuuuchowy, wypadałoby więc powiedzieć o tym co mam na sobie. No dobra, ja po prostu lubię gadać o ciuchach. Jak przystało na wykształconą i dojrzałą kobietę (hue hue <- to jest szyderczy śmiech chochlika, który właśnie mnie wyszydził). Swoją drogą na tym zdjęciu poniżej wyglądam właśnie jak taki złośliwy chochlik - uwielbiam je! Ewentualnie jak Tofik, który chce cukierka. Kojarzycie Tofika, prawda? ;)


Bazę stroju już właściwie widzieliście. Sukienka pojawiła się w TYM poście. Marynarka - była już tutaj kilka razy. Ćwieki są ręcznie nabijane, gdyby ktoś wątpił (ciągle mam łzy w oczach, gdy wspominam stan swoich paznokci po tej pracy... ale było warto). Dodatki - też Wam znane. Buty noszę nałogowo (jeszcze chwila i zrobią się nudne), okulary, pierścionki - także. Jedynymi nowościami są szal i zegarek, który przewinął się kiedyś w jednej stylizacji, ale nie był zbyt zauważalny. 

Ten zegarek to moja chora miłość - jedna z tych rzeczy, na punkcie których dostaję świra, a rozum podpowiada: nie wydawaj tyle kasy! Szukam więc okazji, by dostać go w prezencie (ach, te kobiety!). Moją cudowną, czarną jak noc, hipnotyzującą niczym niebo o północy, przywodzącą na myśl nieskończoność wszechświata Elixę dostałam z okazji obrony. Teraz więc ma dla mnie podwójne znaczenie - nie dość, że jest piękna i dziwna (- bo Elixa to kobieta i jakby ktoś wątpił zegarek jest kobietą; - chochlik, zamknij się!) w swojej minimalistycznej formie, to jeszcze zawsze gdy na nią patrzę przypominają mi się godziny ciężkiej pracy i radość ze zwycięstwa. Jak bym mogła nie kochać tego maleństwa?

Fakt, że koresponduje z okrągłymi okularami - to przypadek. Ewentualnie intuicja - urok tego połączenia dostrzegłam dopiero na zdjęciach. Powiedziałabym z "autoszyderą", że te koła pasują do mojej okrągłej buzi, ale nie powiem. Bo mam tu szczupły pyszczek - nie wiem jak to Weronika zrobiła, ale za takie cuda nosiłabym ją na rękach (gdybym miała je wystarczająco silne, oczywiście)!

O szalu gadać nie będę. Bo nie mam co. Było zimno, złapałam, owinęłam się. Taka to historia pełna zwrotów akcji, wybuchów, pościgów (łał, łał)!


Jak chyba każdy się już domyślił - jest to mój kolejny "zestaw codzienny". Rano - uczelnia (to był pierwszy zjazd), potem foteczki, a wieczorem - spacer ze znajomymi. Jeszcze było na tyle ciepło, że mogłam sobie pozwolić na latanie bez kurtki. Jak ja tęsknię za taką pogodą! Zima mnie wykańcza psychicznie (o czym choćby świadczy fakt, że wewnętrzny chochlik powciskał swoje trzy grosze w różnych miejscach tej notki). Trzeba będzie przetrwać (albo przyspieszyć realizację planu bycia multimilionerką przed trzydziestką i wynieść się do ciepłych krajów). 

Kochani, jak się Wam podoba moja szatańska stylówa i zdjęcia? :) Czekam na wrażenia, a co! Miłego oglądania!








 




 


 




dress: no name
jacket: Carry+DIY
shoes: Shoelook.com
scarf: no name
wristwatch: Elixa
Cross-ring: no name
Simple rings: H&M
Sunglasses: New Yorker

Tuesday, November 4, 2014

Outfit #80 - I am horror writer, hell yeah!

Raz na jakiś czas trafia się taki post, jak ten - całkowicie nieplanowany, bez specjalnie pod niego robionych zdjęć, ale niosący ładunek emocjonalny. Ładunek gigantyczny - emocji pozytywnych.

Powyższe fot.: Robert Rusik; dwa ostatnie (kwadraty): z mojego Instagrama; pozostałe zdjęcia: Grzegorz Cieślewicz
Wczoraj miałam okazję gościć w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy w Zagórowie. Pełna relacja - wkrótce, na Rozkoszach Umysłu. Jak już będę w stanie wydusić coś więcej niż: ijaaaciękręcełoo! Bo w takim stanie aktualnie się znajduję - było bosko! Dopiero powoli próbuję wrócić do normalnej zombie-egzystencji.

Skoro spotkanie... to i stylówa musi być goodna. Szczególnie, że oprócz tematu oczywistego - literatury i tego co piszę - poruszyliśmy też kwestie ciuchowe. W takich chwilach budzi się w mojej głowie ten złośliwy chochlik, który mówi, że dwa blogi to rozmienianie się na drobne - ciągle jednak nie mam wizji jak je połączyć, by wilk był syty i owca cała. Tak więc: raz jeszcze zaproszę Was na pełną relację na Rozkosze Umysłu (wkrótce!), a teraz pogadam o ciuszkach!



Wszystko zaczęło się od butów... Typowe! Zachorowałam na ich punkcie jakiś czas temu (czasem się zastanawiam, czy moja miłość do obuwia nie zakrawa o szaleństwo). Błyszczące cudeńka na obcasie kusiły mnie z witryn w Mohito i jedyne co mnie powstrzymywało to zabójcza cena... Zgodnie z zasadą, że na swoje zachcianki nie wydaję więcej niż określoną kwotę, którą uważam za rozsądną - śliniłam się do nich, ale trzymałam twardo. Aż do piątku (tak, tak, te maleństwa są nowe w mojej szafie) - gdy gadając z przyjaciółką, zaczęłyśmy bredzić o ciuchach. O sukienkach, bucikach, bluzeczkach... No, same wiecie! I gdy zechciałam pokazać na ekranie komputera jak wygląda Błyszcząca Miłość Mojego Życia - wyświetliła się informacja o przecenie. Tylko tego dnia.

Spontaniczny babski wypad na zakupy - to lubię!



Nie byłabym sobą, gdybym przy najbliższej okazji nie uznała, że muszę je założyć. I choć początkowo wydawały mi się uniwersalne (ja i ten mój butopogląd...) - gdy zaczęłam przekopywać szafę, nic nie chciało zagrać.

W końcu uderzyłam w klimat, w którym czuję się najlepiej. Inspiracja oczywista: nu goth (mam nadzieję, że oczywista nie tylko w mojej wyobraźni). Pasiaste legginsy wygrały pojedynek z legginsami w krzyże i trafiły prosto na mój zgrabny... no, sami wiecie. Z braku laku - t-shirt, zwykły, czarny, z delikatną siateczką. Także nowy nabytek, zdobyty w piątek na przecenie (pierwszy raz od wieków weszłam do Croppa - skusiło mnie halloweenowe -40%; wizyta okazała się strzałem w dziesiątkę!). Na koszulkę, z braku laku (tak, powtarzam się) - ukochana marynarka. Uwielbiam ją i na samą myśl, że kiedyś będziemy musiały się rozstać - robię smutną minkę. Ajaj!


Biżuteria sprawiła mi nie lada kłopot. Dobra, ja po prostu chyba tego dnia nie miałam natchnienia! Naszyjnik przebierałam więcej razy niż wszystkie elementy zestawu razem wzięte. Potrzebowałam czegoś rockowego i minimalistycznego. Stanęło na opasce z kolcami. Chyba się sprawdziła.

Jesteście spostrzegawczy? Na pewno! ;) Zauważyliście już więc zapewne, że na pazurach mam lakier... holograficzny. I nie, to nie przypadek, że pasuje do butów. 




Aj, rozgadałam się, prawie tak jak wczoraj! Mam nadzieję, że dzisiejszy brak zdjęć robionych typowo pod kątem zestawu - ów zestaw Wam zrekompensuje. 

I, na sam koniec - zapraszam na .Moda de Subculturas. Bloga, na którym pojawiła się krótka wzmianka o mnie. Ten tydzień dopiero się zaczął - a już mam tyle frajdy! Mam nadzieję, że u Was równie pozytywnie :) Ciao!